Pokazywanie postów oznaczonych etykietą must know. Pokaż wszystkie posty

Wigilijny french w niecodziennym lecz klasycznym wydaniu



Dziś chciałabym Wam pokazać klasyczny manicure, który możecie wykorzystać na imprezę Wigilijną. French w klasycznym lecz niecodziennym wydaniu! W dodatku... mega prosty!


Na początku przedstawiam gwiazdy tego manicure, czyli lakier Golden Rose Matte w kolorze czarnym oraz Quick Dry Top Coat również z Golden Rose.



Najpierw malujemy całą płytkę paznokcia na kolor pięknej matowej czerni, a następnie na końcówki, tak jak w zwykłym frenchu nakładamy błyszczący top coat. Tutaj ważna uwaga - odczekajcie przynajmniej 5 minut aż czarny lakier wyschnie ponieważ jeśli tego nie zrobicie to top coat rozpuści Wam lakier.

Oczywiście manicure możecie wykonać też na paznokciach w kształcie prostokątów. Wygląda to nawet bardziej efektownie! Ja jednak postawiłam na klasyczny kształt, gdyż przy prostokątach paznokcie często mi się łamią.






Dajcie znać jak Wam się podoba!

Post Mikołajkowy

Dziś przyjemny dzień, nie tylko dlatego, że prezentami jesteśmy obdarowywani, ale również dlatego, że możemy podarować coś innym. Ja w tym roku musiałam być wyjątkowo grzeczna dlatego, że Mikołaj przyniósł mi wszystko o czym marzyłam. Zapraszam na krótki foto - post i oczywiście 
pochwalcie się swoimi wymarzonymi prezentami!



 Na początek trio The Manizers sisters. Zawsze chciałam mieć chociaż jedną z nich a tym szczęśliwsza jestem że mam w jednym opakowaniu wszystkie trzy!



Zestaw Too Faced to ich kultowa maskara Better than sex oraz cudowny, matowy bronzer i zapachu czekolady. Przyznam się, że już go wypróbowałam i o ile na początku obawiałam się, że będzie za ciemny do mojej jasnej cery o tyle okazało się, że cudownie się blenduje i użyty z umiarem daje niesamowity efekt.



Na koniec dwa lakiery PUPA w kolorze mięty oraz delikatnego różu. Miętę zostawię sobie na cieplejsze miesiące natomiast róż jest nieodłącznym elementem stylizacji moich paznokci w towarzystwie zwykle innych, bardziej stonowanych kolorów. Moim ulubieńcem był do tej pory ESSIE Figi ale kto wie, być może zmienię faworyta.

A Wy co dostałyście od Mikołaja?

Trądzik - moja druga twarz.


Dziś post będzie bardzo osobisty... Jakiś czas temu obejrzałam ten oto filmik. Oczywiście zrobił na mnie wrażenie jednak pozostawiłam go bez odpowiedzi. Kilka dni temu byłam jednak świadkiem sytuacji, która popchnęła mnie do jego odgrzebania. Makijaż dla wielu kobiet to przyjemny poranny rytuał, dzięki któremu w ciągu 10 minut zyskują +100 punktów do pewności siebie. Odrobina podkładu i tuszu do rzęs jest w stanie naprawdę zdziałać cuda. Są jednak wśród Nas kobiety, którym to wcale nie zajmuje 10 minut. Dla których nie jest to przyjemność, ale smutna codzienna konieczność. Które nie dodają sobie w ten sposób pewności siebie, a starają się przetrwać w dzisiejszej dżungli idealnych wizerunków kreowanych przez media. Ich największym kompleksem jest trądzik.

https://www.youtube.com/watch?v=WWTRwj9t-vU


Wydaje Wam się, że przesadzam? 
A czy cierpiałyście kiedyś z powodu trądziku nasilonego w takim stopniu jak u youtuberki powyżej? Lub gorszego? Jeśli nie, to nie macie pojęcia o czym mówię. Osobiście nie miałam nigdy aż takich problemów ze skórą jak dziewczyna powyżej. Mój trądzik był  mniejszy, przybierał formę raczej podskórnych grudek niż ropnych wykwitów. Nie zmienia to jednak faktu, że doskonale wiem co czuje zarówno ona jak i inne dziewczyny (oraz mężczyźni) borykający się z tym problemem.

Nie istniałam bez makijażu. 
Dosłownie i w przenośni. Absolutnie nigdzie nie pokazywałam się nieumalowana. Bez podkładu nie poszłam nawet po bułki do sklepu. Wstydziłam się trądziku przed moim chłopakiem do tego stopnia, że gdy zmyłam makijaż to od razu gasiłam światło, a pierwsze co robiłam wstając rano to biegłam do łazienki się umalować. Nienormalna, pomyślicie... Ja z perspektywy czasu też tak uważam. W głowie osoby borykającej się z tym problemem nie jest to jednak takie proste. Myśl o tym, że inni mogliby zobaczyć jak wyglądam bez podkładu przerażała mnie. Widziałam i słyszałam komentarze ludzi na temat osób, które mają trądzik. Zdolność kamuflowania się opanowałam do perfekcji. Cały makijaż zajmował mi wtedy około 30 minut (co teraz wydaje mi się nie do pomyślenia, gdyż zajmuje mi to góra 10 minut). Moje poczucie własnej wartości było bardzo niskie. Gdy gdzieś wychodziłam często sprawdzałam w lustrze czy na pewno makijaż się trzyma i wygląda jak należy. Nosiłam ze sobą w torebce masę korektorów, podkładów i pudrów "na wszelki wypadek". Ciągle próbowałam nowych podkładów i kremów przeciwtrądzikowych. Wydawałam na to naprawdę fortunę. Jak się pewnie domyślacie nic nie skutkowało. Miałam obsesję na punkcie mojego wyglądu. Ciągle przeglądałam się w lustrze, bacznie obserwując czy wyskakują mi nowe pryszcze. To było nie do zniesienia. W końcu przeszłam kurację Izotretynoiną, dzięki której całkowicie pozbyłam się mojego największego kompleksu. Możecie mówić, że to nic takiego, że trądzik ma przecież w jakimś okresie swojego życia prawie każdy. Pamiętajcie jednak, że u niektórych to nie przechodzi jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wraz z opuszczeniem liceum. Buzia jest wizerunkiem człowieka. Naszą najważniejszą dla innych częścią ciała. Wiecie, że pewne badania udowodniły, że w związkach w których ludziom najbardziej z całego ciała podobają się ich twarze są dużo trwalsze niż te w których osoby jako ulubioną część ciała partnera podają inną niż buzia? Zakochujemy się w czyjejś twarzy, to ją wspominamy gdy jesteśmy daleko i za nią tęsknimy, to ją całujemy, to ją na co dzień oglądamy. Nie da się ukryć kompleksu, który na niej występuje pod ubraniem. Jedyne czym możemy się okryć to makijaż.

Dzisiejsze media kreują obraz idealnego ciała, cery, figury. Ideał, który dla większości z Nas jest nieosiągalny. Miliony młodych kobiet próbuję jednak go dogonić, często dramatycznymi sposobami. Dlaczego? Ze strachu - przed złośliwymi komentarzami, wstydem, brakiem akceptacji ze strony otoczenia, zostawieniem przez chłopaka, byciem odrzuconym. Najgorsze jest jednak to, że sami sobie taką przestrzeń wykreowaliśmy.
Wiele z tych "strachów" istnieje tylko w naszej głowie.

Yonelle CC krem - recenzja

Jesteście po 40 roku życia? A może macie bardzo suchą skórę? Widzicie na swojej buzi już pierwsze zmarszczki? Czy żadne kremy nie zapewniają Wam odpowiedniego nawilżenia skóry? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałyście TAK - ten post jest dla Was!


Marka Yonelle nie kusiła mnie niczym specjalnym oprócz pięknych opakowań. Trochę o niej słyszałam, ale firma celuje w klientki po 40 roku życia więc nie interesowałam się nią specjalnie. Jakiś czas temu doszła do mnie jednak opinia, że nie powinnyśmy na siłę używać kremów przeznaczonych do naszego wieku, ale do wieku naszej skóry i jej potrzeb. Z racji tego, że mam bardo bardzo suchą skórę pod oczami i na powiekach postanowiłam wypróbować próbkę ich kremu pod oczu. I co? Okazał się rewelacją. W związku z tym, gdy tylko zobaczyłam krem CC na promocji w Douglasie za 39 zł - od razu do kupiłam!


Kilka słów o marce...

Misja firmy mówi "Nie sztuką jest zastosować w kosmetykach wszystkie najnowsze aktywne składniki. Sztuką jest sprawić, by przebiły się one przez barierę naskórka, która na ogół jest nie do pokonania. Wtedy mogą skutecznie działać. To największe wyzwanie kosmetologii XXI wieku."

Założycielki firmy odkryły brytyjski wynalazek objęty patentem farmaceutyczno-kosmetycznym jakim są nanodyski. To nic innego jak płaskie krążki wypełnione substancjami aktywnymi, które mogę je transportować, aż do 14 warstwy naskórka. Dzięki tym właściwościom kosmetyki infuzyjne potrafią wnikać w głębsze warstwy skóry niż zwykłe kremy i działać lepiej przeciwzmarszczkowo oraz nawilżająco.

O założycielkach...

Markę założyła biolog Jolanta Zwolińska oraz dr nauk chemicznych i kosmetolog Małgorzata Chełkowska. Firma powstała z zamiłowania obu Pań do kosmetycznych nowości. Zapewniam Was, że te kobiety doskonale znają się na tym co robią. Jedna z nich wiele lat kierowała działem badań znanej firmy kosmetycznej. Druga pracowała dla marek takich jak Soraya czy Dermika. Następnie założyła własny Beauty Instytut, który wielokrotnie był chwalony za najwyższą jakość usług.

O nagrodach...

Mimo, że marka istnieje dopiero od 2013 roku już doczekała się wielu nagród kosmetycznych. Między innymi nie ominęła ich nagroda Doskonałość roku 2014 Twojego stylu w kategorii Ekskluzywne kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Qltowy Kosmetyk 2014 przyznał natomiast marce nagrodę za serię Infusion. In Style nagrodziła firmę tytułem Best Beauty Buys 2014 dla liftingującego kremu infuzyjnego. Elle Polska nadała tytuł kosmetyk roku 2015 Progresywnej Nanomasce. Glamour natomiast postanowiła docenić H2O Infuzyjne Płatki S.O.S. pod oczy uznając je za najlepszy luksusowy kosmetyk pod oczy 2015.

O skuteczności...

Firma chcąc zapewnić swoim klientom skuteczność produktów prowadzi liczne badania, monitorujące efekty stosowania ich kosmetyków. Prowadzone są one wysokospecjalistycznymi technikami wykorzystującymi metody optyczne, laserowe oraz mechaniczne.Wyniki niektórych z nich możecie podejrzeć tutaj. Jestem szczególnie zainteresowana ich działaniem przeciwzmarszczkowym, ponieważ pomimo młodego wieku, widzę już pierwsze mimiczne zmarszczki na czole, które jak na razie są płytkie, ale jak wiadomo lepiej zadziałać wcześniej niż później!

Co ja myślę?

Mój krem CC jest u mnie dopiero kilkanaście dni, ale muszę przyznać, że w tych upałach, które ostatnio nawiedzają Nasz cudowny kraj, sprawdza się świetnie! Zauważyłam, że mimo mojej suchej skóry pod ten krem nie muszę stosować żadnego dodatkowego nawilżenia. CC od Yonelle ma typową, kremową konsystencję, bardzo łatwo się go nakłada. Nie pozostawia żadnych smug, nie wchodzi w zmarszczki ani nie pozostawia nieestetycznych śladów przy włosach czy brwiach. Jego kolor idealnie stapia się z moją cerą, pozostawiając super naturalny efekt (w kolorówkach drogeryjnych klasyfikuję się w lecie mniej więcej w połowie). Moim zdaniem wystarczająco kryje wszelkie niedoskonałości, choć wiadomo, że nie jest to krycie pełnie, raczej oceniłabym je jako średnie, typowe dla CC kremów. Wchłania się bardzo szybko, a skóra pozostaje po nim miękka i wygładzona. Dodatkową przyjemność czerpiemy z jego nakładania, gdyż naprawdę pięknie pachnie i pozostawia na Naszej buzi efekt healthy glow, który ja wprost uwielbiam! Utrzymuje się bardzo długo nawet w ostatnie upalne dni, równocześnie nie przeciążając Naszej skóry. Nie spływa, nie zbiera się nieestetycznie w załamaniach. Na pewno cery mieszane będą musiały przypudrować nosek, ponieważ tam nie utrzyma się cały dzień, jednak cery suche powinny być zadowolone. 
Na minus tylko filtr - SPF 10 to trochę za mało jak na letnie dni. Na plażę czy całodzienną wycieczkę na słońcu ten CC na pewno się nie nada, gdyż jego ochrona jest po prostu za mała (tu jednak polecam Wam BB krem od Clinique, któy ma SPF 30 i w ostatni upalny weekend świetnie sprawdził mi się na całodziennie wypady na basen! Pomimo kąpieli w basenie i moczenia całej buzi nic a nic się na niej nie opaliłam!). Muszę przyznać jednak, że jako miejski filtr jest w sam raz i w tej formie na pewno sprosta Waszym oczekiwaniom.
Podsumowując - polecam ten CC nie tylko kobietom około 40, ale również młodym, których skóra potrzebuje regeneracji i nawilżenia. U mnie w tej formie sprawdza się na medal!

Poniższe zdjęcia nie są w żaden sposób "poprawiane"!





Próbowałyście kosmetyków tej firmy? Byłyście z nich zadowolone?


Jak zwalczyć trądzik po 20 roku życia?

Mówi się, że trądzik to problem nastolatków. I tak przeważnie jest. Są jednak wśród Nas i takie osoby, którym trądzik wcale nie przechodzi wraz z opuszczeniem liceum. Są również takie, u których dopiero po dwudziestce się pojawia. Jak sobie z tym radzić?



Po pierwsze i najważniejsze, mówiąc trądzik, nie mam wcale na myśli tych 3 krostek, które od czasu do czasu pojawiają się na Twojej twarzy. Osoby z idealną cerą stanowią nie więcej niż 10% naszej populacji. Oprócz tych kilku szczęśliwców, cała reszta boryka się od czasu do czasu z kilkoma niedoskonałościami na buzi i nie można nazwać tego stanem chorobowym jakim jest trądzik, ale najzwyczajniejszą reakcją skóry na zanieczyszczenia środowiska, pot, sebum i makijaż. Mówiąc trądzik mam na myśli nieustępliwy problem na buzi, przez który wstydzimy się wychodzić do ludzi niepomalowane, nasza samoocena spada do poziomu parteru, a nasza skóra boli, jest zaczerwieniona, pokryta ropnymi krostkami i woła o pomoc. 

Gdy problem ten nie mija wraz z opuszczeniem szkoły średniej lub dopiero wtedy się pojawia, należy zdecydowanie wybrać się do dermatologa. I to dobrego. Dlaczego? 
Wielu dermatologów widząc trądzik na buzi przepisuje bez zastanowienia Izotretynoinę (pochodna witaminy A, występuje pod nazwami handlowymi Izotek, Aknenormin, Roacutane, Axotret i inne). Zapominają jednak o poinformowaniu pacjentów, czyli Nas, o tym, że jest to POWAŻNY lek, a nie pierwszy lepszy sposób na poradzenie sobie z pryszczami. Owszem, jest to droga bardzo skuteczna, jednak czy najlepsza? Przed rozpoczęciem tak poważnej kuracji warto spróbować wszystkich innych środków, które są dostępne. A jest to naprawdę szeroki wachlarz opcji...

Po pierwsze warto zrobić badania krwi, gdyż trądzik może mieć przyczyny hormonalne, szczególnie jeśli pojawia się w okolicach żuchwy oraz na szyi. Gdy jednak okaże się, że wyniki są w porządku drążymy dalej.



Można zacząć od delikatnych kremów złuszczających np. Pharmaceris z 5, a następnie 10% kwasem migdałowym. Ten krem czyni cuda przy walce z zaskórnikami i w tej formie naprawdę bardzo go polecam. Stosuje się go tylko na noc, cienką warstwę. Następnym krokiem jest leczenie kwasami o silniejszym działaniu, już u dermatologa lub wykwalifikowanej kosmetyczki.  W internecie jest możliwość nabycia kwasów do samodzielnego przygotowania. Nie polecam jednak tej metody. Wykwalifikowane osoby są w stanie ocenić Naszą skórę i dobrać odpowiednie stężenie kwasów, a cały zabieg przeprowadzić w bezpieczny sposób. Jeśli coś pójdzie nie tak, macie możliwość wymagania odszkodowania! A co może pójść nie tak? Stężenie kwasów może być niedostosowane do Waszej skóry i powodować poważne poparzenia skóry, z głębokimi ranami oraz bliznami i przebarwieniami. Gdy robicie to w domu może się stać tak samo. Ale chyba nie muszę mówić Wam, że gdy robicie to na własną rękę, nie mając o tym pojęcia (ani o sposobie wykonania takiego zabiegu, ani pewności co do źródła pochodzenia Waszego produktu) to prawdopodobieństwo, że zrobicie sobie krzywdę jest o wiele większe! W dodatku wtedy nie macie możliwości proszenia nikogo o odszkodowanie, a naprawienie tego co zrobiliście może być naprawdę bardzo kosztowne lub wręcz niemożliwe.

Gdy naszym problemem są ropne zmiany warto spróbować terapii laserem. Nie próbowałam, a z perspektywy czasu żałuję, gdyż być może uniknęłabym wtedy leczenia Izotretynoiną. Daje naprawdę świetne efekty (oczywiście po kilku zabiegach).

Kolejną drogą są wszelkie dostępne antybiotyki do stosowania zewnętrznego (Duac, Epiduo, Clindacne, Normaclin). Wiem, że w dzisiejszych czasach ludzie boją się antybiotyków jak ognia, ale zapewniam Was, że jak trzeba to trzeba. Trądzik jest zwykle wynikiem kolonizowania naszej buzi przez bakterie. A co działa na bakterie? Oczywiście antybiotyk. Te do stosowania zewnętrznego nie są silne, działają miejscowo, rzadko mają jakieś skutki uboczne. Niestety minusem tej terapii jest fakt, że wiele osób po chwilowej poprawie stanu skóry, ma nawrót trądziku. Są jednak pacjenci, którym to pomaga i moim zdaniem warto spróbować. Te leki zwykle nie są drogie (około 20 - 30 zł), a możemy dzięki nim uniknąć poważniejszych terapii.




Okey, nie pomogło. Co dalej?

Tutaj wyciągamy powoli działa armatnie, czyli zaczynami leczyć Nasz problem od wewnątrz. Bardzo dobre efekty daje leczenie antybiotykami doustnymi. Najczęściej stosowane są Tetracykliny (nazwa handlowa Tetralysal). Są to bardzo skuteczne antybiotyki, o szerokim spektrum działania (czyli na wiele różnych bakterii). Taka terapia trwa zwykle około pół roku. Tutaj ważna informacja. Aby leczenie było skuteczne, nie należy przerywać brania leku po jednym opakowaniu, jak tylko ustąpi problem, lecz kontynuować leczenie stopniowo zmniejszając dawkę antybiotyku, nawet jeśli trądzik przestał się pojawiać dużo wcześniej. Wiele osób robi ten błąd, że bierze jedno opakowanie (czy dwa) i gdy pryszcze przestaną wychodzić to już nie wracają do dermatologa. To podstawowy błąd! Trądzik wraca po kilku miesiącach i wtedy Tetracykliny mogą już nie pomóc... 

Gdy już próbowaliśmy wszystkiego pozostaje Nam niestety już tylko Izotretynoina. Na początku warto jednak spróbować zastosować ją miejscowo - w formie maści do smarowania zewnętrznie (np. Locacid, Aknemycin plus, Atrederm, Retin A). Lek ten może na początku powodować podrażnienia skóry, w związku z tym, gdy rozpoczynacie kurację warto nakładać cieniutką warstwę, tylko na miejsca problematyczne, co 2-3 dni. Gdy Nasza skóra już się przyzwyczai, wtedy możemy nakładać co wieczór. Nie smarujemy buzi lekiem w ciągu dnia. Stosujemy natomiast wtedy kremy z wysokim filtrem, aby uniknąć podrażnienia skóry i oparzeń słonecznych, o które w tym okresie bardzo łatwo. Takie leczenie trwa dość długo, bo kilka miesięcy, ale daje naprawdę świetne efekty!

Wojna, zaczyna się wtedy, gdy już nic nie pomaga. To właśnie moment, w którym sięgamy po doustną Izotretynoinę. Kuracja jest długa, droga, ma wiele skutków ubocznych i wymaga od Nas wielu wyrzeczeń. Dlatego, zanim ją rozpoczniemy, warto się poważnie zastanowić i wypróbować wszystkie możliwe sposoby, aby jej uniknąć. Więcej i leczeniu Izotretynoiną możecie przeczytać na blogu w zakładce o tej nazwie. 

Nie ujęłam w moim zestawieniu oczywiście domowych sposobów radzenia sobie z trądzikiem. Takich postów jest mnóstwo w internecie, być może sama złożę kiedyś na ten temat, jakąś konkretną notkę zbierającą te wszystkie informacje i opracuję je pod względem merytorycznym. W tym poście chciałam jednak wspomóc Was w walce z trądzikiem i zachęcić do rozważenia wszelkich opcji zanim podejmiecie się leczenia Izotretynoiną, a także przestrzec przed często popełnianymi błędami podczas kuracji, które sprawiają, że mówicie, że dermatolog nie pomógł. 


Czy wypróbowaliście którąś z tych kuracji i czy przyniosła oczekiwane efekty? Może polecacie jakiś szczególny lek lub dermatologa w swoim mieście? Zapraszam do dyskusji!



Jak biegać, żeby schudnąć? Jak jeść, żeby nie głodować?

Dziś wpis z troszkę innej kategorii. Zbliża się lato, upalne dni, czyli sezon na plażę, krótkie sukienki, szorty i (o zgrozo) stroje kąpielowe. Wszystkie oczywiście chcemy wyglądać zdrowo i fit. Jak to zrobić, żeby się nie zarobić na śmierć i nie chodzić głodną? Oto kilka rad.


Pomimo tego, że studia czasami zawalają mnie pracą i wykańczają psychicznie, staram się regularnie dbać o swoje ciało. Co robię? Biegam - staram się robić to 3 razy w tygodniu. Na początku przyznaję, że było ciężko. Po każdym treningu byłam okropnie zmęczona, a zakwasy mnie dobijały - nie mogłam się ruszać przez następne 2 dni. Teraz natomiast robię to z przyjemnością.  Odkryłam, że po pierwsze jest to mega odstresowujące, po drugie nauczyłam się to robić tak, aby moje ciało korzystało z tego jak najwięcej, jak najmniejszym wysiłkiem. W związku z tym, że często widzę na różnych blogach wpisy ćwiczących dziewczyn o tym, że ich treningi nie działają postanowiłam podzielić się z Wami odrobiną wiedzy z zakresu fizjologii, która zdecydowanie ułatwi Wam dostosowanie odpowiedniego wysiłku i jadłospisu dla Was, tak aby nie była to droga przez mękę, ale przyjemność sama w sobie.

Oto kilka sposobów na odchudzanie/kształtowanie sylwetki wraz z moim komentarzem

1. Bieganie - ważne jest, aby robić to regularnie przynajmniej 3 razy w tygodniu (rzadziej po prostu nie ma sensu). Wiele osób zabierając się do biegania patrzy na przebyty dystans i czas, w którym to zrobiły. Błąd! Patrzcie na tętno! Większość z Was biegając chce przede wszystkim schudnąć. Efektywne spalanie tkanki tłuszczowej nie oznacza wcale forsownych ćwiczeń, potu lejącego się z nas strumieniami i biegania 10 km. Wręcz przeciwnie - biegać powinnyśmy dość wolno, niezbyt długo (gdyż bardzo obciąża kolana) i nie powinnyśmy być przy tym bardzo zmęczone. Biegając szybko, doprowadzamy do wykorzystania zapasu mięśniowego glikogenu (magazyn glukozy z którego nasz organizm czerpie łatwo i szybko dostępne źródło energii dla pracujących mięśni), a gdy już go wykończymy nasz organizm jest tak zmęczony, że nie biegniemy dalej. Wracamy do domu skrajnie wykończone, zdyszane, mokre i nie mamy siły na nic innego. Tymczasem, chcąc spalić tkankę tłuszczową powinnyśmy sprawić, aby nasz organizm sięgnął po jej zapasy! Jak to zrobić? Biegamy utrzymując 70 - 80% tętna maksymalnego. Tętno to wyliczamy odejmując od 220 nasz wiek, a następnie wyliczając z obliczonej wartości 70 - 80%. Jest to taka szybkość, przy której nie jesteśmy wcale BARDZO zmęczone, możemy swobodnie oddychać wdychając powietrze przez nos i wydychając je ustami, możemy (z lekką zadyszką) zamienić z kimś kilka słów. Dystans jaki powinnyśmy przebyć to około 5-6 km w swoim tempie (w moim przypadku, kiedy mam 26 lat, zajmuje mi to około 43-45 minut).

2. Ćwiczenia z Chodakowską - oczywiście ćwiczenia te świetnie kształtują sylwetkę, problem polega jednak na tym, że mało która z Nas jest w stanie przeżyć pełną serię tych ćwiczeń, szczególnie, jeśli jesteśmy początkujące. Na drugi dzień mamy zakwasy, utrzymujące się przez kilka dni, co powoduje przerwy w ćwiczeniu i dodatkowo zniechęca Nas do wysiłku. Nie wspominam już nawet o tym, że jej ćwiczenia BARDZO obciążają stawy i nie są wskazane dla osób, które mają z nimi jakiekolwiek problemy. Dodatkowo Ewa pomaga Nam kształtować piękne mięśnie, ale nie chudnąć! A co z tego, że będziemy mieć piękne mięśnie, skoro będą one ukryte pod tkanką tłuszczową? Jeśli chcecie kształtować piękne ciało, musicie połączyć ćwiczenia "na mięśnie", z ćwiczeniami spalającymi tkankę tłuszczową.

3. Dieta - tutaj słyszałam już tyle opinii, że szkoda mówić. Przede wszystkim, nie korzystamy z żadnej diety cud eliminującej jakiekolwiek składniki odżywcze! Żadna dieta prowadząca do całkowitego zaniechania spożywania tłuszczów, białek lub węglowodanów nie pomoże nam schudnąć, za to doprowadzić może do poważnych, negatywnych skutków zdrowotnych. Nasz organizm potrzebuje zarówno protein jak i lipidów i cukrów. Nie zapominajcie o tym! Powinnyśmy raczej zwrócić uwagę na to jakiej jakości są spożywane przez nas produkty. Kilka przykładów:


  • jedzcie chude mięso (kurczak, indyk), mało wieprzowiny czy wołowiny (od czasu do czasu, np raz - dwa razy w tygodniu)
  • pieczywo jasne zamieńcie na ciemne graham, makaron zwykły na pełnoziarnisty (oba produkty zawierają węglowodany, jednak te ciemne mają tzw. długowchłaniające się cukry, co sprowadza się do tego, że nasz organizm potrzebuje zużyć więcej energii, aby je spalić oraz dłużej nie odczuwamy po nich głodu)
  • nie spożywajcie zbyt dużej ilości owoców (oczywiście, niektóre z nich są nam potrzebne, jednak fruktoza w nich zawarta omija kontrolne momenty w szlakach spalania glukozy, czyli podstawowego źródła energii, co prowadzi do tego, że zostają one od razu zamienione na tkankę tłuszczową, jeśli nie zdołamy ich wykorzystać)
  • nie najadajcie się do pełna ( w sensie tak bardzo, że już nic więcej nie jesteście w stanie zmieścić - to rozpycha żołądek i sprawia, że następnym razem będziecie mogły zjeść jeszcze więcej)
  • ograniczcie spożywanie pustych cukrów, czyli krótkowchłaniających się. Są to produkty takie jak napoje gazowane, sztuczne soki, słodycze, chipsy, alkohol - zamieńcie je na wodę (duże ilości bo pobudza układ pokarmowy do pracy), świeże soki, orzeszki, suszone owoce.
  • nie spożywajcie cukru - zamiast tego słodźcie herbatę i kawę miodem
  • nie głódźcie się! to najgorsze co możecie zrobić, spowalniacie w ten sposób metabolizm i sprawiacie, że gdy cokolwiek zjecie organizm od razu przerabia to na tkankę tłuszczową bo boi się, że znów będzie głodować!
  • ograniczamy masło, tłuszcze zwierzęce (typu boczek, parówki, sery), majonez na rzecz ryb, białego serka (niskotłuszczowego), jogurtu naturalnego
4. Oszukiwanie - mam na myśli posiłki, których teoretycznie wiemy, że nie powinnyśmy spożywać, a jednak robimy to np. w nagrodę, usprawiedliwiając słowami "należy mi się". Otóż oczywiście - należy Wam się! W związku z tym na początku ustalcie jeden dzień w tygodniu, w którym możecie zjeść co chcecie. W ten sposób łatwiej będzie Wam wytrwać bez słodyczy, chipsów itd. Po miesiącu, ustalcie ten dzień co 2 tygodnie. Po jakimś czasie zobaczycie, że w ogóle tych produktów nie potrzebujecie, nie będziecie miały już na nie ochoty.

5. 5 posiłków dziennie - studiując wiem jakie to ciężkie wyzwanie, żeby zjeść 5 posiłków. Zamiast tego możemy w zupełności zaspokoić nasze zapotrzebowanie energetyczne jedząc 3 posiłki. Nie zapominajmy jednak, aby zjeść śniadanie (nie wychodźcie bez niego z domu, to spowalnia Wasze postępy w odchudzaniu), obiad (składający się z drugiego dania, bez zupy, zupa może być osobnym posiłkiem) oraz kolację (nie później niż 3 h przed snem i z zastrzeżeniem, że to powinien być najlżejszy posiłek. Dodatkowo w ciągu dnia możecie np. wypić soczek typu Kubuś, zjeść orzeszki (nie solone, bez żadnych sklepowych posypek), owoc. To w zupełności wystarczy do uzupełnienia Waszej diety!

6. Kremy/sera/olejki wyszczuplające - o nie dziewczyny, nie tędy droga. Jeśli myślicie, że wyszczuplicie się za pomocą kremu to sory, ale nie ma opcji. Te produkty oczywiście pomogą Wam z cellulitem, ujędrnią i nawilżą skórę, ale pod warunkiem, że robicie coś ze sobą oprócz tego. Efekty ćwiczeń i diety będą widoczne szybciej i będą na pewno bardziej spektakularne!

Na tym skończę, choć mam do powiedzenia znacznie więcej, ponieważ uważam, że tyle na start wystarczy. Dobrze, jeśli znajdziecie osobę, która razem z Wami podejmie wyzwanie pięknej sylwetki, ponieważ razem raźniej i łatwiej o wzajemną motywację. Dodam tylko, że powinnyście znaleźć taką aktywność fizyczną, która będzie dla Was przyjemnością. Nie musi to być bieganie, ponieważ może wolicie pływać? W ten sposób łatwiej Wam będzie wytrwać w aktywności fizycznej i znaleźć w tym wszystkim radość i niezbędną motywację.

P.S. Zmierzcie się pierwszego dnia ćwiczeń, w talii, na wysokości pępka oraz w udach oraz zrócie sobie zdjęcie w bieliźnie od frontu i od tyłu. Za miesiąc zróbcie to ponownie. Gdy zobaczycie ile ubyło i jak zmieniła się Wasza sylwetka, na pewno będzie to dla Was dodatkowa motywacja!



Wraz z Kamilą z bloga "W trampkach do celu" postanowiłam podjąć 30 dniowe wyzwanie




Po 30 dniach pojawi się oczywiście odpowiedni post podsumowujący efekty mojej pracy. Zapraszam wszystkie blogerki ( i nie tylko) do podjęcia wyzwania!



Która z Was dziewczyny podejmuje 30 dniowe wyzwanie? Jakie są Wasze ulubione aktywności fizyczne? Może macie jakieś rady na to jak wytrwać w swoich postanowieniach? Dajcie koniecznie znać!


Na jakie kosmetyki warto wydać więcej?


Niedawno był szał na zakupy kosmetyczne w Rossmannie, z którego ja przyznam szczerze, nie bardzo skorzystałam, gdyż w sumie niczego nie potrzebuję. Przeglądając jednak haule zakupowe innych blogerek stwierdziłam, że niektórzy naprawdę nie mają umiaru i kupują mnóstwo rzeczy, których moim zdaniem w życiu nie zużyją - tu przykład: 5 bronzerów (serio? po co Ci tyle bronzerów? Za 10 lat byś tego nie zużyła). Z mojej perspektywy lepiej kupić sobie jeden porządny kosmetyk niż 5 tańszych, które później tylko walają Nam się po szafkach a i tak ich nie używamy bo: nie pasują Nam, mają zły kolor, niewygodnie się ich używa, nie pasują nam do codziennego makijażu itd... W związku z tym postanowiłam poruszyć dziś drażliwy temat...

...na co warto wydać pieniądze w kwestii kolorówki?


Podkład
To moim zdaniem absolutna podstawa każdego makijażu. Oczywiście fajnie jeśli traficie na swój ulubiony produkt w niskiej cenie, jednak jeśli macie nietypowy kolor skóry czy trudną w ujarzmieniu cerę to tutaj warto się wykosztować na coś z wyższej półki. Po pierwsze podkład to produkt, który nakładamy na twarz codziennie i trzymamy go na niej dobrych kilka/kilkanaście godzin, więc warto wybrać taki, który jest dobrej jakości i ma przyjazny skład, który pielęgnuje naszą skórę (odpłaci Nam się to w przyszłości). Po drugie z racji tego, że to podstawa makijażu powinien być idealnie dobrany pod względem koloru. Nasza buzia ma wyglądać świeżo, promiennie i zdrowo. Każdego dnia!

Moje typy
Skóra sucha: Kiko Cosmetics Universal Fit Hydrating, Lancome Tein Miracle,
Skóra mieszana: Estee Lauder Perfectionist, Bourjois Healthy Mix, Clinique Stay Matte. Diorskin Nude, podkłądy mieralne, Kanebo Lasting Velvet
Skóra tłusta/ wypryski: Vichy Dermablend, LRP Toleriane


Korektor
Zarówno w ten pod oczy jak i na wypryski należy moim zdaniem zainwestować. Skóra powiek jest bardzo cienka i delikatna, pamiętajmy, aby pod żadnym pozorem nie nakładać na nią podkładu (co niestety większość kobiet notorycznie robi). Moim zdaniem warto się tu wykosztować ponieważ, jeśli korektor wchodzi w zmarszczki pod oczami to wyglądamy staro i nieestetycznie. Dodatkowo skóra ta jest bardzo delikatna więc warto zainwestować w coś bardziej pielęgnującego. Korektor może Nam też świetnie posłużyć jako baza pod cienie więc czemu nie mieć 2 in 1? Jeśli chodzi o korektor na wypryski - tu warto szukać takiego, który fajnie stopi Nam się z podkładem i dodatkowo przykryje wszystko co trzeba, bez robienia widocznej maski na twarzy.

Moje typy
Korektor pod oczy: Giorgio Armani High Precision Retouch, Bourjois CC eye cream
Korektor na wypryski: MAC Pro Longwear oraz MAC studio finish

 

Tusz do rzęs
Wiem, że pewnie wiele z Was się ze mną nie zgodzi w tym aspekcie, jednak dla mnie (osoby, która ma wrażliwe oczy, skłonne do alergii, łzawienia i podrażnień) jest to zdecydowanie produkt, za który jestem skłonna zapłacić więcej. Po pierwsze dlatego, że drogeryjne, tanie tusze często mnie uczulają i oczy potrafią łzawić mi cały dzień, po drugie dlatego, że rzęsy po pomalowaniu tymi droższymi, ze składnikami pielęgnującymi są mięciutkie, mniej obciążone, mocniejsze i nie wypadają aż tak (przynajmniej tak wynika z moich doświadczeń).

Moje typy (sprawdzone u mnie dla wrażliwych oczu, ale oczywiście jeśli nie macie z tym problemu spokojnie możecie wybrać coś tańszego)
Diorshow Iconic Overcurl, Clinique High Impact Volume Mascara, Estee Lauder Sumptuous Bold Volume


Puder
Jeśli macie problem ze świeceniem cery lub z tym, że podkład znika w ciągu dnia warto w tym miejscu zdecydowanie zainwestować w coś trwałego, o dobrze dobranym kolorze, pięknie wyglądającego na buzi. Tutaj łatwo jest zrobić sobie krzywdę, ponieważ puder ma wyglądać naturalnie, stapiać się z podkładem, ujednolicać kolor twarzy. Zwróćmy więc uwagę, aby kolor był dobrze dobrany. Jest to również kosmetyk, który nakładamy na buzię codziennie, na długi czas, więc zadbajmy, aby był dobrej jakości. Osobiście mam cerę suchą i w sumie nie potrzebuję pudru, ale nie da się ukryć, że róż czy bronzer lepiej się nakłada na puder, więc ja omiatam całą twarz jakąś tam delikatną warstwą. 

Moje typy
Puder sypki Kanebo (nada się absolutnie dla każdego, pięknie ujednolica kolor cery i nadaje świeżości, jest drogi, ale ma większą pojemność niż inne tego typu dlatego posłuży Nam bardzo długo, możecie się też Nim podzielić z przyjaciółką, mamą)
Puder sypki HD Inglot, Estee Lauder Double Wear (dla tych co notorycznie się świecą)


Paleta do makijażu
Dobra paleta do twarzy posłuży Nam na długi czas i nada się na każdą okazję. Nawet jeśli nie używacie cieni na co dzień to i tak na specjalne okazje się nada. Przy wyborze kierujcie się tym czy wszystkie lub przynajmniej zdecydowana większość cieni będzie przez Was używana. Warto też, moim zdaniem. zwrócić uwagę na palety, które zawierają więcej kosmetyków w jednym. To bardzo wygodna opcja w codziennym makijażu. Jest to również dobry wybór jeśli często wyjeżdżacie. Osobiście posiadam paletę z Estee Lauder (zakupioną na strefie bezcłowej), która zawiera róż, puder, 4 cienie oraz 4 pomadki. Na wyjazdy jest idealna - popatrzcie ile kosmetyków mam w jednym miejscu! Dodatkowo zabieram tylko tusz i podkład. 

Podsumowując, przy wyborze kosmetyków kierujcie się przede wszystkim tym dlaczego kupujecie nowe, czemu poprzednie Wam nie odpowiadały i szukajcie ideałów. Często słyszę opinie w stylu "mój tusz jest dobry ale czasem się osypuje" albo "jestem zadowolona z mojego podkładu, ale na co dzień jest trochę za ciężki". Moje pytanie brzmi - po co więc kupować takie produkty? Lepiej zainwestować tutaj w coś, co naprawdę Nam się sprawdzi. Ta zasada szczególnie tyczy się produktów, których używacie codziennie! Dobrze jest tutaj policzyć koszt zakupu danego kosmetyku dzieląc cenę przez ilość razy kiedy go użyjecie. Np. jeśli stosujecie podkład codziennie i zainwestujecie w taki, który kosztuje 100 zł, przy założeniu że wystarczy Wam na około 6 miesięcy to jego cena za dzień wynosi 0,55 gr. Moim zdaniem to nie jest dużo, biorąc pod uwagę fakt, że będzie wyglądać pięknie każdego dnia.

Pamiętajcie jednak, że niezależnie od tego wszystkiego co tu napisałam, więcej pieniędzy niż w kolorówkę powinnyśmy zainwestować w pielęgnacje. Tu naprawdę warto czytać składy, sprawdzać opinie i wydać trochę więcej. Na dobrze wypielęgnowanej skórze, nawet odrobina makijażu wygląda dobrze. Pamiętajcie, że skóra w przyszłości odpłaci Wam za to co będziecie na nią nakładać teraz - może to zrobić młodo wyglądająca skórą bez zmarszczek, a może też przebarwieniami, zmarszczkami i poszarzałą cerą.

Macie swoje typy w wymienionych przeze mnie kategoriach? A może znacie jakieś inne produkty makijażowe, w które warto więcej zainwestować? 

Pudełka gwiazd - InspiredBy

Dziś mam coś dla wielbicielek Shiny Box'ów i innych tego typu zestawów. Na polski rynek wchodzi właśnie edycja pudełek InspiredBy. Akcja polega na tym, że wybieramy sobie gwiazdę, która najbardziej nas inspiruje, motywuje a ona co 3 miesiące przygotowuje dla Nas swoje pudełko. Warto zwrócić uwagę na fakt, że wartość przedmiotów, które się w nim znajdą przewyższa przynajmniej dwukrotnie cenę, którą płacimy za zamówiony box. Dodam, że w pudełkach znajdują się nie tylko kosmetyki, ale również książki, płyty, gadżety, akcesoria i biżuteria. Różnorodność produktów jest więc spora i pod tym  względem ta oferta jest naprawdę wyjątkowa! Polskie gwiazdy, które zostały zaproszone do udziału w pierwszej edycji to


Ewa Chodakowska - trenerka wszystkich Polek, która przygotowała specjalnie dla Was pudełko o wartości 400 zł. Cena pudełka to 169 zł.

Kasia Tusk - pasjonatka mody i założycielka bloga makelifeeasier.pl przygotowała pudełko o wartości ponad 400 zł. Cena pudełka taka sama jak w przypadku Ewy Chodakowskiej czyli 169 zł.

Anna Wendzikowska - dziennikarka, prezenterka i aktorka telewizyjna. Specjalistka od wywiadów z gwiazdami Hollywood przygotowała jedno z tańszych pudełek, gdyż jego koszt to 99 zł. Wartość produktów to ponad 300 zł.

Charlize Mystery - jedna z najbardziej znanych w Polsce blogerek modowych. Pudełko tak jak w przypadku Anny Wendzikowskiej kosztuje 99 zł i znajdują się w nim produkty o wartości ponad 300 zł.

Agnieszka Jastrzębska - najsłynniejsza dziennikarka lifestylowa, miłośniczka stylu fifties, pasteli i kobiecych dodatków. Cena pudełka to 159 zł. Wartość produktów ponad 320 zł.

Aneta Zając - aktorka serialowa i teatralna, zwyciężczyni programu Taniec z Gwiazdami w 2014 roku. Cena pudełka to 149 zł a wartość produktów w nim znajdujących się przewyższa 380 zł.

i rodzynek w żeńskim gronie...

Stefano Terrazzino - tancerz, uczestnik programu Taniec z Gwiazdami. Pudełko dla Panów kosztuje 149 zł a wartość przedmiotów to ponad 300 zł.

Co do zawartości - oczywiście nikt nie wie co się w nich znajdzie aż do momentu wysyłki pierwszych pudełek lecz InspiredBy już uchyliła rąbka tajemnicy. Wiemy na pewno, że w pudełku Ewy znajdzie się piankowy roller masażer (150 zł), u Ani biżuteria W. Kruk (w każdym pudełku), a u Kasi Tusk perfumy Daisy Dream by Marc Jacobs.

Do partnerów akcji należą:
  • Marc Jacobs
  • Clochee simply organic
  • Organique
  • Pat&Rub
  • W.Kruk
  • Morela Promotion
  • Shwarzkopf Professional
  • Spokey
  • Adidas
  • Astor
  • Badura
  • Wydawnictwo literackie
  • Etre belle
  • Triggerpoint
  • wsqn
  • keliber
  • love me green
  • jbsoptima
  • bioderma
  • goldwell
  • cztery pory roku
  • anatomicals
  • Balneo kosmetyki
  • BIC
  • Carmex
  • Bioorganic
  • Cosmabell
  • Delia
  • Dove
  • Farmona
  • Wedel
  • Shiny Box
  • Rimmel
  • Malinowy Dwór - zabiegi SPA
  • Lierac
  • Pixie
  • Pose
  • Paese
  • Phyto Paris
  • Skin79
  • Kupiec
  • Świt Pharma
Więcej o dokładnej specyfice produktów wszystkich partnerów można przeczytać na stronie internetowej www.inspiredby.pl

Osobiście chyba zdecyduję się na pudełko Ani Wendzikowskiej, gdyż cena nie jest wygórowana a biżuteria W.Kruk bardzo mnie kusi. A Wy? Wybrałyście już swoją gwiazdę?


Clarisonic Mia 2 - szczotka cud czy bubel?


Dziś postanowiłam przedstawić Wam moją recenzję szczotki Clarisonic Mia 2. 

Zacznijmy może od tego co obiecuje producent:

Szczoteczka Clarisonic wykracza poza funkcję samej tylko szczoteczki, stając się urządzeniem stymulującym skórę: usuwa sześciokrotnie więcej zanieczyszczeń niż przy użyciu rąk, zmniejsza pory i już po dwóch tygodniach stosowania przywraca promienny blask cery, optymalnie poprawia wchłanianie produktów pielęgnacyjnych i w znaczącym stopniu zwiększa ich skuteczność.

Co ja sądzę?
Posiadam szczoteczkę od maja 2014 roku. Cena regularna jest moim zdaniem dość wysoka (ja swoją kupiłam na promocji w sephorze - 20%).  Szczotka jest bardzo poręczna, bateria trzyma dość długo i można jej bez problemu używać pod prysznicem oraz zabierać na wyjazdy. Mamy do wyboru 4 rodzaje końcówek:
  • bardzo delikatna
  • wrażliwa
  • normalna
  • do skóry o rozszerzonych porach
Z tego co wiem standardowo do szczoteczki jest dodawana końcówka do skóry wrażliwej i taką też posiadam. Urządzenie jest zaprogramowane tak aby każdą część twarzy czyścić przez określoną ilość czasu. Daje nam znać wibracjami kiedy czas na określoną partię buzi się skończył i wtedy przechodzimy do następnej :) Szczoteczki możemy używać raz (wieczorem) lub dwa razy dziennie. Bateria ładuje się jakby "na magnez", ładowarka jest mała i poręczna, łatwo ją wszędzie zabrać. To by było na tyle jeśli chodzi o wiadomości czysto techniczne. Przejdźmy teraz do tego co Was najbardziej interesuje, czyli działanie!

Używałam jej 2 razy dziennie, rano i wieczorem. Po miesiącu zauważyłam dużą poprawę stanu skóry (wcześniej zmagałam się z licznymi niedoskonałościami), wszystkie powierzchowne niedoskonałości zagoiły się. Pozostały jednak te głębokie co w końcu zaprowadziło mnie do dermatologa i na leczenie izotretynoiną... Jednak używałam szczoteczki do końca sierpnia - z uwagi na leczenie Aknenorminem zrezygnowałam na czas leczenia z Clarisonica, ale jak tylko skończę (a to już za 2 tygodnie!) to na pewno do niej wrócę! Dlaczego? Bo:
  • doskonale usuwa makijaż
  • masuje naszą skórę co jest mega przyjemne i odprężające wieczorem
  • codzienny masaż tą szczotką zapobiega powstawaniu zmarszczek, pobudza krążenie skóry twarzy
  • rozjaśnia cerę (wszystkie przebarwienia i pozostałości po pryszczach szybciej schodzą)
Czy warto wydać na nią aż ponad 600 zł? Moim zdaniem tak. To inwestycja w naszą skórę, której na pewno nie pożałujemy. Jeśli boicie się tego, że macie wrażliwą skórę - nie bójcie się. Urządzenie jest bardzo delikatne i prawidłowo używane nie powinno zrobić Wam krzywdy. Myślę, że wiele efektów działania tej szczotki nie będzie widocznych od razu np. jej działanie przeciwzmarszczkowe czy dobroczynny wpływ codziennego masażu na kondycję naszej cery, jednak podczas tych 3 miesięcy kiedy jej używałam zdecydowanie nastąpiła u mnie poprawa stanu skóry, rozjaśniła się, pory były zmniejszone i nie przetłuszczała się już tak bardzo. 
Nie liczmy jednak na cud - pory będą zwężone, ale gdy przestaniemy jej używać znów się rozszerzą. Zaskórniki jak były - tak będą. 
Co mnie więc przekonuje?
Przede wszystkim to co napisałam wyżej oraz fakt, że wierzę, że po użyciu tej szczotki (dokładne zmycie makijażu + masaż skóry) wszystkie składniki które na nią nakładam wchłaniają się lepiej :)

Podsumowując - to droga impreza i nie uważam, że to must have, ponieważ to samo można osiągnąć stosując muślinową ściereczkę lub masując buzię codziennie ale... z tą szczotką zdecydowanie łatwiej dbać o skórę. Polecam przede wszystkim do skóry problematycznej, trądzikowej, z przebarwieniami, osobom z poszarzałym kolorytem oraz kobietom po 30, które chcą zatrzymać młodość na dłużej, a ciągłe życie w biegu im tego nie ułatwia :p

Macie jakieś doświadczenia z tą szczotką lub z podobnymi? Co o nich sądzicie?